Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
21 postów 214 komentarzy

nihontō

Katana - 日本刀

Demony nie przyjdą ze Wschodu - o szatanie, demonach, bogach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Oto cały artykuł wprowadzający a poniżej zbiór treści na temat szatana z różnych stron, w tym wideo z konferencji - wykład ks. Marka Bałwasa.

 

Materiałów do studiowania jest bardzo dużo tylko trzeba chcieć - INTENCJA. Tyle chyba powinno wystarczyć... Zapraszam do lektury i dyskusji.

Oto cały artykuł wprowadzający a poniżej zbiór treści na temat szatana z różnych stron, w tym wideo z konferencji - wykład ks. Marka Bałwasa.

Demony nie przyjdą ze Wschodu

Piotr Popiołek

W filozofiach i religiach pogańskich odnajdujemy wielką część tego, co uważa się za prawdy religii katolickiej. Pan świata moralnego rozsiał na całej jego powierzchni nasiona prawdy.

Cejrowski i wtórujący mu autorzy uważają, że łaska jest obecna tylko w widzialnym Kościele, a w każdej innej wielkiej religii widzą demona, czy samego Szatana.
Przed miesiącem opublikowaliśmy tekst Piotra Popiołka „Religie wschodu i demony polskiego katolicyzmu”, w którym dyskutował on z polskimi krytykami buddyzmu i wierzeń hinduistycznych, przedstawiającymi je jako okultystyczne i diabelskie formy religii. Poniżej znajdą Państwo drugą część tego tekstu.
 
Ks. Posacki próbując udowodnić całkowitą niezgodność buddyzmu z chrześcijaństwem odwołując się do apologetycznej pracy Henri de Lubaca „Aspekty buddyzmu”, gdzie wykazana jest różnica w doktrynalnym rozumieniu chrześcijańskiej miłości caritas i buddyjskiej majtri. Wykazaną przez de Lubaca różnicę można by streścić w stwierdzeniu, że chrześcijańska miłość jest celem i nie ma kresu, natomiast miłość buddyjska jest narzędziem i ostatecznie „wygasa”. Jednakże nawet w tym pozornie ekskluzywistycznym ujęciu dla de Lubaca buddyzm jest drogą do prawdy, acz niedoskonałą. Jest to więc religia, w której pragnienie Boga i poszukiwanie odpowiedzi na najgłębsze pytania ludzkiej egzystencji zaszły tak daleko, jak tylko było to możliwe bez otrzymania Objawienia. Droga do prawdy buddyzmu zatrzymuje się na pewnym etapie i nie może zostać przezwyciężona bez Objawienia. Jakkolwiek surowa i ekskluzywistyczna może się wydawać ta ocena, daleko jej do całkowitego wykluczenia i utożsamienia buddyzmu z satanizmem u ks. Posackiego.
 
Kościół od zawsze uznawał naturalne pragnienie Boga wpisane w serce człowieka, oraz to, że są w świecie różne formy zbliżania się do tej jedynej prawdy, jakkolwiek to jej poznanie byłoby niedoskonałe. Aksjomat „extra ecclesiam nulla salus”, poza Kościołem nie ma zbawienia, zdaje się być często w Kościele interpretowany na modłę jansenistyczną, czyli odrzucającą całkowicie możliwość zbawienia poza strukturami widzialnego Kościoła oraz otrzymania łaski przez pogan. W rzeczywistości oznacza on absolutną konieczność pośrednictwa Kościoła w zbawieniu. Egzystencjalny wymiar pragnienia Boga, wpisanego w naszą naturę dostrzegany był u zarania dziejów Kościoła, a powtórzony dobitnie został na II Soborze Watykańskim (czyż tego śladem nie jest również wyrażenie dogmatyczne z I Soboru Watykańskiego odnośnie możliwości dojścia do poznania Boga drogą rozumową?). Człowiek, ze swej natury powołany jest do uczestnictwa w życiu Trójcy Przenajświętszej. Inne religie (skłaniając się do starochrześcijańskiej opinii podzielanej przez de Lubaca) nie są w stanie dojść do ostatecznego celu – do swego wypełnienia potrzebują Osoby Chrystusa. Mają one jednak elementy prawdy („ziarna słowa”) i swoich świętych, którzy podążali za prawdą wypisaną w sercach wszystkich ludzi. Według Hansa Waldenfelsa, takim uniwersalnym, naturalnym wyznacznikiem prawdziwości religii jest naśladownictwo ukrzyżowanego Chrystusa: „[m]iara, w jakiej udaje się pobudzić siły przeciwko diabelskim kręgom cierpienia w świecie oraz ukształtować i umocnić postawę współcierpiącej bezinteresowności i współczującego samoogołocenia, stanowi kryterium – mówiąc po chrześcijańsku – prawdziwej czci oddawanej Bogu w duchu naśladowania Chrystusa” (H. Waldenfels 1990, s. 72).
 
Pluralistyczna kultura początków
 
Czytając teksty naiwynych krytyków religii niechrześcijańskich, w których praktyki buddyjskie i hinduistyczne wywierają pewien zamierzony skutek na świat, niezależnie od woli człowieka i Boga, jedynie w oparciu o sekwencję gestów, znaków i symboli, odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z mentalnością pogańską. Uproszczając (idąc za Hansem Urs von Balthasarem), w katolickiej mentalności, szczególnie w starożytnym chrześcijaństwie, u Ojców Kościoła, pogańskie mity i wierzenia były rozumiane w sposób ogólny jako swoiste przeczucia Logosu – Słowa Bożego. Orygenes, przyjmował możliwość istnienia Mocy i Władz, które mają pewną ukrytą wiedzę o świecie i mogą się nią dzielić z człowiekiem dla jego dobra. Pośród chrześcijan istniało przekonanie, że jakiekolwiek cuda muszą się dokonywać poprzez ingerencję Boga.
 
Natomiast w demonizujących obce religie tekstach odnosi się wrażenie, że bóstwa hinduskie czy bodhisattwowie, arhaci, buddowie w buddyzmie są samodzielnymi bytami, które mają takie same moce i możliwości działania w świecie co Bóg chrześcijański – konkurują z nim tylko o wpływ na świecie. Takie de facto krypto-pluralistyczne podejście, jak mam wrażenie, często charakteryzuje publicystykę środowiska portalu fronda.pl (nie mylić z czasopismem Fronda). Oczywiście nie przypuszczam, żeby ks. Posacki w najmniejszym stopniu rzeczywiście wierzył w tak potężną moc bóstw hinduistycznych czy buddyjskich, jednakże występuje u niego dziwne przeświadczenie, że „czyste” chrześcijaństwo (sic!) nie powinno zostać zanieczyszczone przez symbolikę i znaki występujące w obcej religii, a zwłaszcza przez „kulturę orientalną”.
 
W wypadku Cejrowskiego i mu wtórujących mamy do czynienia z jakąś hipermonoteistyczną wariacją chrześcijaństwa, gdzie Bóg jest całkowicie transcendentny, a łaska jest obecna tylko w widzialnym Kościele. Owa jansenistyczna tendencja jest widoczna w wielu środowiskach katolickich, które w założycielu każdej innej wielkiej religii (nie wspominając o religiach naturalnych, uważanych za przejaw działalności demonów w świecie) widzą demona, czy samego Szatana.
 
Według tej ekskluzywistycznej (religijnie, kulturowo) narracji świat wydaje się być pod całkowitym władaniem Szatana, który się manifestuje w innych religiach i próbuje przeniknąć w jakiś sposób do chrześcijaństwa, które (jak wszyscy dobrze wiedzą), nigdy nie czerpało niczego z pogańskich religii. Chrześcijaństwo jak i inne religie są rozumiane przez owych oponentów konkurencyjnych religii (tych „teologów ekskulzywizmu”) jako homogeniczne, jednorodne, hermetyczne, konkurencyjne względem siebie, a przede wszystkim „czyste”. To ostatnie dotyczy szczególnie chrześcijaństwa, które nie może nabyć żadnych cech, symboli, praktyk z innych religii. Gdybyśmy próbowali sformułować ten model „inkulturacji” w odniesieniu do chalcedońskiego dogmatu chrystologicznego, to byłoby to: bez zmieszania, bez zmiany, ale już z podzieleniem i z rozłączeniem. Logos, który objawia się w świecie, objawia się również w kulturze, w kontekście.
 
Postawa ta wynikać może jedynie z ignorancji dotyczącej własnej tradycji religijnej, która od początków wzrastała w pluralistycznej religijnie kulturze i rosła w niej w siłę, nie poprzez całkowitą jej negację i zwalczanie, ale umiejętność adaptacji i „chrzczenia” elementów, które postrzegane były jako dobre, prawdziwe i wartościowe. Kardynał John Henry Newman pisał, że w filozofiach i religiach pogańskich odnajdujemy wielką część tego, co się ogólnie uważa za prawdy religii katolickiej, czy to jako jej rudymenta, czy też jako pewne jej aspekty… od samego początku Pan świata moralnego rozsiał na całej jego powierzchni nasiona prawdy.
 
Interesujące jest to, że obce religie nigdy nie były rozumiane przez Tradycję i naukę Ojców jako całkowite dzieła Szatana. Owszem – mogły być wynikiem błądzenia na skutek grzechu pierworodnego, niezaspokojonego pragnienia Boga, które zmuszało do szukania po omacku, co często kończyło się zwróceniem ku rzeczom stworzonym przez Boga, miast ku samemu Stwórcy.
 
Pseudonaukowe teksty Posackiego, Patynowskiej, czy innych publicystów współpracujących z portalem fronda.pl, czerpią wybiórczo z dzieł religioznawców i antropologów (m.in. Mircea Eliadego), wyrywają ich z dyskursu religioznawczego i przekładają na język teologiczny, próbując w ten sposób udowodnić szkodliwość wschodnich praktyk religijnych. Mamy tu do czynienia z perwersyjnie odwróconą teologią religii, skoro bowiem teologia religii dąży do zrelatywizowania wszystkich religii w obliczu jednego Absolutu, to ta specyficzna teologia dąży do odcięcia wszystkich systemów religijnych wraz z ich symbolami od życiodajnego Logosu i łaski, darmo udzielającej się każdemu człowiekowi.
 
Monopraktycyzm i lęk przed synkretyzmem
 
Od dawna wiadomo o krucjacie wymierzonej w Światową Wspólnotę Medytacji Chrześcijańskiej (World Community for Christian Meditation) i podobnym praktykom mającym miejsce w Lubiniu prowadzoną przez „prawowiernych” katolików. Podobna paranoja powstała również wokół kontrowersji: czy katolik może uprawiać yogę? A to z tego względu, że znów się uważa, iż jest to praktyka jednoznacznie i całkowicie przynależna obcej, pogańskiej religii. Ten monopraktycyzm


 (nie uznający innych poza ustalonymi, tradycyjnymi, prawidłowymi praktykami religijnymi), który wyznają niektórzy katolicy wiąże się z wiarą jakoby chrześcijańskie, specyficznie rzymsko-katolickie praktyki religijne były „czyste” i nieskażone przez „obce” wpływy religijne. Tak jakby chrześcijańskie tradycje kontemplacyjne zupełnie nie czerpały z innych starożytnych tradycji (na przykład egipskiej tradycji pustelniczej). Według Vicaire „Istnieją rzeczywiście w monastycyzmie elementy, które nie są specyficznie chrześcijańskie, ale wspólne wszystkim zmierzającym do osiągnięcia doskonałości wewnętrznej” (s. 50). Nie chodzi o pochodzenie danych praktyk, o to czy pewne elementy zostały zapożyczone z obcych religii, ale o sposób wykorzystania i ukierunkowanie ich. List Kongregacji Nauki Wiary Orationis formas zwracał uwagę na różnice pomiędzy metodami a treścią, która jest zawarta w niechrześcijańskich tradycjach medytacyjnych. I tak na tej podstawie Piotr Piasecki OMI stwierdza, że jeśli wschodnie praktyki medytacyjne zostaną wzbogacone o chrześcijańskie treści, szczególnie personalistyczny charakter modlitwy, to mogą być one pożyteczne na drodze zgłębiania chrześcijańskiej kontemplacji. Jak praktyki religijne nie mogą zostać całkowicie odrywane od swoich tradycji i uważane za neutralne i całkowicie relatywne, tak nie można ich uważać za coś przynależnego tylko danej tradycji i zupełnie niekompatybilnego z chrześcijaństwem. Kościół ma świadomość tego, dlatego też nie „ nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte”.
 
Należałoby się zastanowić, czy prawdziwymi demonami, z którymi należałoby walczyć dzisiaj nie są zjawiska powszechnie obecne, które rzeczywiście na co dzień odciągają nas od kontemplacji Boga i uczestnictwa w jego miłości. Jak pisał Jürgen Moltmann ludzkość wspólnie walczy z różnymi kręgami diabelskimi (ekonomicznym diabelskim kręgiem nędzy; politycznym diabelskim kręgiem przemocy; kulturowym diabelskim kręgiem wyobcowania; przemysłowym diabelskim kręgiem dewastacji przyrody; najszerszym diabelskim kręgiem bezsensowności i samotności bez Boga) spoglądając na krzyż Chrystusa (Waldenfels, 70). Tą walkę możemy podejmować z naszymi braćmi przynależącymi do innych religii. Walcząc z demonami dzisiejszego świata obecnymi w kulturze konsumpcyjnej, barbarzyńskiego kapitalizmu, gdzie człowiek, będący obrazem Boga, odarty z całej swej godności, podlega utowarowienia i reifikacji. Na poziomie tej realnej walki z dzisiejszymi demonami jesteśmy powołani do tego, by wchodzić z Innymi w dialog. W tym dialogu życia codziennego różnice doktrynalne stają się mniej istotne niż w doktrynalnym dialogu międzyreligijnym.

Źródło: //magazynkontakt.pl/demony-nie-przyjda-ze-wschodu.html

***

Hae Am Sunim: "Oh, właśnie uratowałem te żaby! Kupiłem je wszystkie i wypuściłem."

Man Gong Sunim: "Tak, żaby są bardzo szczęśliwe ale ty jesteś diabłem".

Hae Am Sunim (zbity z tropu) "Mistrzu, dlaczego nazwałeś mnie diabłem? Ja właśnie uratowałem te żaby od cierpienia".

Man Gong Sunim: "Mówisz "ja uratowałem te żaby". Masz "ja" [ratujące żaby] więc jesteś diabłem"

//forum.e-budda.pl/viewtopic.php?t=6336

***

"Gdy mowa o piekłach, to polski Czytelnik może zapytać, czy w buddyzmie istnieje szatan. W starej indyjskiej opowieści o życiu Siakiamuniego Buddy czytamy, że tuż przed Oświeceniem był On kuszony i straszony przez Marę i jego niezliczone zastępy. Mara to w buddyjskich tekstach postać ucieleśniająca pod tym imieniem zło, wynikające z braku oświecenia. W buddyzmie szatan to nie tyle osoba, co różne nie kontrolowane stany naszego umysłu, odbierające nam jasność i spokój serca. Mara jest symbolem nieoświeconego świata, wszystkich negatywnych cech właściwych nieoświeconej egzystencji.

 

Wątpliwości, lęki, brak zaufania, brak wiary w Naukę Buddy i w siebie samego, niepohamowana żądza seksu, sławy, władzy, bogactwa, ślepa i niszcząca inne bratnie istoty ludzkie – to świat naprawdę straszny – zimny, obcy i samotny. Jeśli pozwalamy takim niedobrym uczuciom powstać i zagnieździć się w naszym sercu, to jesteśmy we władzy Mary. Mara to te wszystkie wyliczone powyżej złe psychiczne stany, a nie jakiś mężczyzna czy kobieta o złych zamiarach wobec naszych dusz i całej ludzkości. Nikt specjalny nie przychodzi, by kupić nasze dusze. Jeśli idziemy do piekła, to sami się tam wysyłamy.

 

Podsumowując: w buddyzmie nikt nie interesuje się diabłem czyhającym na nas z widłami, a cała uwaga nakierowana jest na nasze życie, charakter, dojrzałość i odpowiedzialność, sposób postępowania i wiarę w Naukę Buddy. Szatan to pokrzywdzony własnym złudzeniem i skołatany lękami osobnik, który ma dostęp do nas tylko wówczas, gdy czujemy to samo, co on. Ale wtedy jego twarz jest nam wyjątkowo znajoma, ponieważ nie jest to żadna inna twarz niż nasza własna."

https://mahajana.net/mb3s/publikacje/buddyzm/buddyzm.html

***

"

„Czy w buddyzmie występuje coś takiego jak opętanie? Czym się to objawia?

Jak najbardziej! I co ciekawe, jeżeli na przykład w całej katolickiej społeczności udział procentowy osób oficjalnie uznanych za opętane wynosi dużo poniżej 1%, to wśród buddystów wskaźnik ten zdecydowanie przekracza 99%. Mam tu oczywiście na myśli opętanie NIEWIEDZĄ a nie opętanie przez jakąś demoniczną istotę.

 

Buddyzm jest chyba jedynym systemem religijnym, który - używając komputerowego slangu - ma już na "poziomie sprzętowym" wbudowany filtr wykluczający możliwość opętania przez jakąś odrębną istotę typu Szatan, demon, duch Napoleona czy też upiorna strzyga podająca się za Elvisa Presley'a.

 

Nauki Buddy, które opisują absolutną naturę rzeczywistości nie przedstawiają jej jako zbioru pewnych niezależnych od siebie i realnie istniejących niezmiennych bytów ale jako otwartą przestrzeń umysłu, w której pojawiają się pozbawione niezależnej egzystencji zjawiska. Dopóki postrzega się świat w ten pierwszy sposób, dopóty jest się opętanym niewiedzą. Z buddyjskiego punktu widzenia wszyscy jesteśmy opętani a praktyka medytacyjna ma pomóc w zrzuceniu tych pęt. Stan umysłu nieopętanego niewiedzą nazywa się STANEM BUDDY.

 

Z drugiej strony odpowiedź na zadane pytanie brzmi - nie. W buddyzmie nie ma opętania, bo wg buddyzmu nie ma Szatana ani jego odpowiednika. Istnieją natomiast przypadki szaleństwa - bo przecież każdy wie, że ludzie wariują czasami - które można opisywać w kategoriach psychologii albo można o nich mówić w formie alegorycznej jako o manifestacjach pewnych "demonów". Tyle, że buddyści nie mowią wówczas o demonie w sensie jakiejś osoby tylko o demonie w przenośni, tak jak mówi się na przyklad, że ktoś "złapał bakcyla latania" choć wiadomo, że żaden fizyczny bakcyl złapany nie został."

//www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=421

***

„Niektórzy zrzucają odpowiedzialność za niecne uczynki na barki Szatana, czyli istoty uosabiającej zło w czystej postaci. Może miałoby to jakiś sens gdyby nie było tylko wymówką czy usprawiedliwieniem własnych słabości, egoizmu i lenistwa. Gdyby skłaniało do walki z owym Szatanem bez oglądania się na pomoc z nieba na pewno nauczyłoby nas wiele o naturze samego zła i pomogłoby stać się lepszymi ludźmi. Możemy jednak obyć się bez istot „nadprzyrodzonych” o niepewnym statusie istnienia. Wystarczy założyć, że wszystko zawsze powraca do źródła, co oznaczałoby, że nie może powstać coś takiego jak zło absolutne (czy też szatan) rozumiane jako destrukcja, takie zło, bowiem wracając do punktu wyjścia zniszczyłoby samo siebie w jednej chwili.”

//amitaba.republika.pl/zludzenie-istnienia-ver4.2c-signed.pdf

 

***

„Jeśli chcemy rozwijać się dla dobra innych, musimy najpierw zrozumieć, że cierpienie jest jedynie produktem niewiedzy. Powinniśmy uświadomić sobie, że istoty cierpią jedynie dlatego, że nie rozpoznają natury umysłu. Nie ma żadnego innego powodu cierpienia. Oczywiście niektórzy myślą, że wszystkiemu winien jest Szatan, tata i mama, ponieważ nie dają pieniędzy, albo nauczycielka, gdyż zmusza do nauki. W rzeczywistości jednak cierpią tylko ci, którzy są po prostu źle poinformowani.”

//diamentowadroga.pl/dd22/nie_ma_zadnego_buddyzmu

***

Budda nie zaprzecza istnieniu Boga a nawet bogów twierdzi jedynie, że wszystkie istoty posiadające osobowe „ja” powstają z niewiedzy i żyją w złudzeniu, czasem nawet w złudzeniu swej boskości. Do tej grupy zaliczyłbym też znanego nam Boga Jehowę czy też Jahwe. Jego imię - JHWH - znaczy „Jestem ten, który jestem” (w domyśle „ja” jestem”). Jeśli przyjmiemy, że Bóg ten pragnie naszego oddania, wiary i miłości to nasuwa się pytanie dlaczego Mu tego brakuje? Czyżby nie był istotą doskonałą? (Pragnienia są cechą przypisywaną tylko istotom samsarycznym, a wiec ograniczonym). Wydaje mi się, że istota będąca miłością raczej miłość daje niż jej oczekuje, tym bardziej, że czysta miłość nie jest transakcją wiązaną, jest bezinteresowna. Zakładając, że Bóg jest istotą doskonałą, pełną samą w sobie to trzeba również założyć, że stworzył świat nie po coś, ale po prostu dla samego aktu stwarzania, że nie jest On (Bóg) gdzieś tam na zewnątrz, ale sam jest tym światem czyli też wszystkimi istotami. Że nie oczekuje naszej wiary w Niego, ale raczej harmonijnego współżycia wszystkich istot ze sobą nawzajem i cała resztą tego świata. Że wreszcie coś co nazywamy dobrem i złem istnieje i tworzy w nim (W Bogu) jedną całość. Zło jest kontrastem dla dobra, pojęciem które możemy zrozumieć tylko w przypadku porównania go z dobrem, jedno bez drugiego nie może istnieć. Gdyby istniał tylko Szatan to byłby zły czy dobry?. Istota (Szatan) będąca uosobieniem zła która potrafi przeciwstawić się Bogu ogranicza tym samym Jego wszechmoc, zubaża Go. Jeśli istnieje niewyobrażalnie wielkie zło to istnieć też musi równe mu dobro. Więc albo są jednym i tym samym, albo Bóg i Szatan będąc odrębnymi istotami nie są idealni, ograniczają siebie nawzajem.

Bóg którego obraz możemy sobie stworzyć czytając pisma objawione nie wydaje się być tą ostateczną rzeczywistością, jakimś ideałem, jest raczej potężną choć nie wszechpotężną istotą. Tworem nie stworzycielem i opoką wszystkiego. Postawić go można w panteonie bogów greckich czy egipskich, ale nie ponad nimi. Prawdziwego „Boga” nie da się poznać studiując pisma, w ten sposób poznać można jedynie poziom zrozumienia piszących. Pewne minimalne pojęcie o „Bogu” możemy natomiast wyrobić sobie obserwując (poznając) działania (nie słowa) ludzi którzy potrafili poświęcić nawet własne życie dla dobra innych istot (Wśród nich jest Jezus) Są to ci wszyscy którzy otworzyli swe serca i pozwolili by ich działaniami kierował „Bóg”. (Piszę „Bóg” w cudzysłowie bo nie chcę Go definiować jako kogoś lub coś). Wnioski jakie możemy wysnuć z takich obserwacji są jednak bardzo dalekie od obrazu Boga - Sędziego w którego łaski trzeba się wkupywać poprzez uwielbienie i miłowanie. Sędziego który nagradza i karze wiecznością za korzystanie z wolności którą sam nas obdarował.”

//www.amitaba.republika.pl/budd_nirv_sam_b.html

 

***

Więcej:

Kim są demony?

fragment książki

"Nakarmić swoje demony. Starożytna metoda rozwiązywania wewnętrznych konfliktów"

Lama Tsultrim Allione

 

Ks. Marek Bałwas - Konferencja Wołomin Par. MBCZ 09.06.2013r.

https://www.youtube.com/watch?v=TZrhS6kl6vg

 

 

Ilustracja wprowadzająca ze strony: //pikio.pl/usa-w-halloween-zostanie-otwarta-swiatynia-szatana/

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31